Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
31.05 – 03.06.2018
CZAS DO STARTU:

ZZA KIEROWNICY: Stożek i Czantoria okiem zawodnika

Nie będę pisał, że Beskidy MTB Trophy to dla mnie już chleb powszedni, bo na starcie tej imprezy stanąłem dopiero czwarty raz. Część moich znajomych założyła koszulkę finishera każdej z ośmiu poprzednich edycji. Jednak za każdym razem w Beskidach czuję się jak w domu. Znam te tereny przez większość mojego życia.

_O0C1510

Dzisiejszy etap, pierwszy dziewiątej edycji, zgromadził uczestników z 27 krajów, co niewątpliwie tworzy fajną, międzynarodową atmosferę. Dla wielu z nich dzisiejsza trasa musiała być czymś, co długo pozostanie w pamięci. Z tym, że kolejne etapy zapadną w niej znacznie dłużej. Dzisiejszy etap był kompilacją klasycznych odcinków z 2-3 poprzednich edycji, które poprowadzono w tym rejonie – w Paśmie Stożka i Czantorii.

Pierwszy podjazd, z tego co obserwuję, każdy z zagranicznych pokonuje jakby na Stożku była meta. A tu im dalej w las, tym więcej drzew…tzn. trudności technicznych. Jakbym miał jednym słowem określić dzisiejszą trasę, użyłbym słowa „przekładaniec”. Odcinki trudne technicznie, czy to w górę czy w dół przeplatały się z tymi bardzo łatwymi. Jadąc około 15 pozycji na zjeździe ze Stożka mijam pierwszych „znalazców węży”. Zagryzam zęby, by też nie paść ofiarą gada. Zjazd na czeską stronę to wąski na 20cm singiel, kręty i stromy, trzymający w napięciu, ale dający się cieszyć jazdą. Jak komuś było za dużo, to przez kolejne 5-6 km mógł odpoczywać na kole. Niestety ten asfaltowy oznaczał wchłonięcie mnie przez 7-8 osobową grupę tych, których urwałem przed Stożkiem i na zjeździe z niego. Trudno, przynajmniej dojeżdżamy razem do uciekającej nam z przodu trójki.

_18K3723

Gdy znów robi się stromiej, nawierzchnia powoli zmienia się w szuter, na którym z każdym metrem Seba Swat podkręca tempo. Grupa się rozrywa. Przez kolejne 3-4 km dość mocnym tempem trawersujemy stoki Czantorii łatwą szutrówką, by po kolejnych 3 km mega technicznego, wąskiego i wymagającego uwagi singla rozpocząć chyba najbardziej wymagający podjazd stromym i bardzo ukorzenionym szlakiem na grzbiet małej Czantorii, gdzie kilku rywali odstaje z powodu defektów. A festiwal gum dopiero się tu zacznie. Kulminacją dnia był zjazd z Wielkiej Czantorii. Ten odcinek potocznie zwany kiedyś schodami nie raz zbierał swoje żniwo. Tym razem Rosjanin, grający w rosyjską ruletkę, zostaje pokonany przez snake bite’a. Ostrożna jazda tu popłaca, a okazją do skutecznego urwania świetnie jadącego rodaka i bodajże Niemca, będzie łatwy podjazd pod Soszów, Cieślar i Stożek. Tu wiem, że jadę wysoko, ale kolejnych skrzydeł dodaje mi informacja kibiców, że jestem czwarty. Byle do mety.

Na świetnym singlu na czeską stronę nikt nie przeszkadza w zabawie. Bufet, 11 km do mety. Ciągnące się stokówki i asfalt wzdłuż rzeki w końcu doprowadzają do czwartego dzisiaj odcinka po niesamowitych, trawersujących singlach. Nagrodą za etap jest ostatnie 500 m trasy i podjechana ścianka z korzeni. Tego elementu nie mogło zabraknąć. Choć na trasie były odcinki z błotem to trudno oprzeć się wrażeniu, że klątwa złej pogody podczas Trophy w końcu wygasła.

_18K3820

Jarek Hałas