Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
20-23.06.2019
CZAS DO STARTU:

ZZA KIEROWNICY: NAJCIĘŻSZY DZIEŃ ZA NAMI (?)

W mojej prywatnej opinii drugi etap Beskidy MTB Trophy 2015 to bez wątpienia 1 z dwóch najtrudniejszych dni. Decyduje o tym nie tylko dystans, ale także mnogość następujących po sobie krótkich podjazdów, za którymi czai się najdłuższa, licząca około 800m w pionie wspinaczka na Rysiankę, do której uzupełnieniem są dwa pozostałe podjazdy. Choć nie są one trudne technicznie to kumulacja wcześniejszych, a także długość robią swoje. Do aspektów fizycznych dochodzi bardzo zróżnicowana pod względem technicznym nawierzchnia i duża arytmia podjazdów, na których raz po raz pojawiają się zamulające, strome ścianki. 

_18K3961

Początkowe 25 km dzisiejszego etapu, przebiegające głównie asfaltowymi, szutrowymi, trawiastymi podjazdami, po których następowały bardzo zdradliwe i szybkie, głównie leśne zjazdy w moim odczuciu przebiegały niczym krótki wyścig szosowy. Przed Koczym Zamkiem na czele znajdowało się trzech wczorajszych liderów, jednak w niewielkim odstępie podążaliśmy za nią w 3-5 osobowej grupie. Bardzo mocne tempo na każdej ze ścianek powodowało, że licząca od 8 do 12 osób grupa niemal cały czas zjeżdżała się i rwała. W mojej grupie bardzo mocno pracował Rafał Nogowczyk, wczorajszy pechowiec. Odcinek 25 km do Nickuliny (początek wspinaczki na Rysiankę) należy potraktować w kategoriach wojny psychologicznej. Jechać mocno, ale nie przesadzić, zjeżdżać szybko, ale nie ryzykować nazbyt. Po prostu przeżyć. Taka taktyka sprawiła, że w całości bez defektów znalazłem się na dole, jednak nieco straciłem kontakt grupką, z którą jechałem. Na szczęście pozostająca w zasięgu wzroku czwórka trochę zwolniła po doścignięciu liderów. Dzięki temu wraz z lubującym się w rosyjskiej ruletce Yorym Shkurenko szybko dołączyliśmy do czoła.

_18K4132

Podjazd przez Zapolankę na Halę Redykalną był, jak się spodziewałem, w 90% reżyserem wyścigu dnia dzisiejszego. Początkowy łatwy odcinek nieco nas rozciągnął, ale nie rozerwał wzajemnego kontaktu grupy. Przyznam, że w tym miejscu czułem początkowe szarpanie i postanowiłem dać sobie chwilę na żelka, batonik i spokojnie odbudować siły. Podczas, gdy rywale delikatnie się oddalali, szarpiąc ile sił, nieświadomi tego, co ich dalej czeka, ja dałem się dojechać Marcinowi Urbaniakowi, który podczas MTB Challenge dał mi się poznać jako bardzo progresywnie jeżdżący etapowiec. Z każdym dniem lepiej. I choć Marcin na początku wyraźnie mi odjechał doganiając Rafała i zagranicznych rywali to począwszy od najstromszej kamienistej ścianki tuż przed Redykalną noga znów zaczęła kręcić i już po pokonaniu ultra trudnej kondycyjnie trawiastej wspinaczki na Redykalny Wierch dołączyłem do kolegów.

_O5B9441

Naszym oczom ukazuje się widok na pewno lepszy niż na dobrej plazmie. Najlepsze, co oferuje Beskid Żywiecki. W tym miejscu muszę bardzo pochwalić jazdę Pawła Górniaka, który bardzo odważnie podążał za trójką wczorajszych liderów. Jednak strata naszej goniącej trójki nie była wielka. Choć po pracach zrywkowych, które od kilku lat nawiedzają ten rejon Pasma, niezbyt przepadam za odwiedzinami w tym rejonie, to na pewno przejazd malowniczym grzbietem Redykalny-Rysianka jest dla mnie istotnym wyjątkiem. Za Rysianką przyszedł czas na zjazd do Żabnicy znany uczestnikom maratonu w Korbielowie. To kamieniste wariactwo, a z tą świetną pokręconą korzeniami ścieżką, którą pamiętam sprzed lat zrębów, ten odcinek niestety mało wspólnego. Od czasu jego degradacji pokuję go z duszą na ramieniu. Na szczęście, pomimo drobnych „spięć” kierownicami z Rafałem, na dole lądujemy oboje w całości i komplecie.

_O0C4230

 Podjazd pod Grzbiet Abrahamowa to dość mozolna wspinaczka asfaltem i dalej duktem leśnym. I tu powoli zaczął się układać mój wyścig. Tak przynajmniej myślałem. Najpierw z Marcinem zrywamy z koła Rafała, potem powoli zaczyna odstawać rywal z Niemiec. Ostatnim ogniwem zostaje Yory z Rosji i rywal w walce o podium w M3. Na razie o tym nie myślę. W międzyczasie doganiamy Pawła Górniaka, który podąża z nami, jednak wraz ze wzrostem tempa powoli odstaje. Taktykę rozegrania walki z szaleńczo zjeżdżającym Yury’m na ostatnim podjeździe w Kamesznicy niestety zweryfikował środkowy odcinek zjazdu z Abrahamowa. Na kamiennym wysypisku, jadąc na kole Rosjanina rozcinam oponę.


Niestety płyn nie daje rady załatać, bo niby jak – dziura na 1 cm. Ach jak ja uwielbiam zakładać dętkę, gdy wszystko pływa w błocie wymieszanym z mleczkiem do opon. Ale jakoś się udało. Straciłem te 5 minut, ale przynajmniej wiem, że pompka, którą wczoraj użyczyłem koledze naprawdę działa. W międzyczasie spadam z pozycji 4-5 open na 13. Ostrożnie kończę ten usłany kamieniami zjazd, niczym dno koryta rzeki, by znów nie nadziać się na coś. Na łące przed Milówką dojeżdżam nieco zmęczonego już Pawła. Chwilę później do Rosjanina. Samotnie walczę z drogą przez Kamesznicę i odganiam liczenie minut. W końcu zaczął się ostatni podjazd. Na horyzoncie majaczy bodajże Duńczyk w barwach Meridy, którego dochodzę tuż przed Ganczorką. Po cichu liczę, że jeszcze kogoś dopadnę. Najchętniej z M3. Tuż przed Tyniokiem biała flaga na kierownicy Niemca. Przyszła pora nacieszyć się zjazdem, ten z Tynioka bardzo lubię. A tu niespodzianka – na ostatniej hopce dojeżdżam do Marcina, którego obstawiałem, że nie dogonię. Razem zjeżdżamy do doliny Zaolzia i w kilkunastosekundowym odstępie kończymy etap kamienistym duktem do stadionu. Dzisiejszy etap z pewnością przyćmiewa pozostałe oferowanymi widokami, jednak zaborcza gospodarka leśna pozostawiła na pięknych niegdyś singlach duże blizny. Wydaje mi się, że trzeba im dać się zagoić. Zmiany na kolejny rok zostały zainicjowane. Trasie wyjdą na pewno na plus. 



Jarek Hałas